#wybieramFilet-O-Fish

Żołnierz stanął nad młodym chłopakiem, wyciągnął w jego stronę kawałek mięsa i kazał zjeść. Ten jednak odmówił i pozostał wierny Bogu i wierze swojego ojca. Przez drobny kawałek mięsa chłopak został poddany okrutnym torturom: bito go, obcięto mu język, obdarto ze skóry, a na koniec usmażono na ogromnej patelni. Wszystko to stało się na oczach jego sześciu braci i matki, a pomimo tego każdy z nich dumnie szedł w jego ślady, bo Bóg był ważniejszy od ziemskiego króla, a wiara ojca znaczyła więcej niż słowa zaślepionego władcy.

To prawdziwa historia opisana w siódmym rozdziale Drugiej Księgi Machabejskiej. Czy to nie przesada, żeby oddać życie dla kawałka mięsa? Można by pomyśleć, że cena, jaką zapłacili, była zbyt wysoka, że mogli ten jeden raz odpuścić. Matka, która ich urodziła, wykarmiła i wychowała, mogła jakoś na nich wpłynąć, żeby tego nie robili. Tyle życia było przed nimi, tyle dobra jeszcze mogli zdziałać, a jednak sama matka prosiła najmłodszego „Nie obawiaj się tego oprawcy, ale bądź godny braci swoich i przyjmij śmierć, abym w czasie zmiłowania odnalazła cię razem z braćmi” (2 Mch 7,29). Kobieta i jej synowie zrozumieli, że w tym wszystkim nie chodzi o mięso, ale o to, kto jest Panem ich życia. Wybrali Boga za swojego Pana i za Niego byli gotowi oddać życie. Patrząc królowi prosto w oczy, byli w stanie powiedzieć, że wolą słuchać Boga niż jego. Stali się męczennikami, którzy, oddając swoje życie, dali świadectwo prawdziwej i głębokiej wiary w to, że Bóg, któremu służą, przyjmuje ich ofiarę i zwróci im wszystko, co król przez tortury odbierze.

POST
W kontekście tej historii spójrzmy na nasz piątkowy post, choć powinno się powiedzieć: wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Patrząc na tych siedmiu chłopaków i ich matkę, którzy mężnie oddają życie, człowiek zaczyna odczuwać pewnego rodzaju dyskomfort i być może wyrzuty sumienia. Rodzi się pytanie, czy ja byłbym gotowy oddać swoje życie za bułkę z szynką czy parówki na śniadanie. Głowa opada z zawstydzenia, bo tak łatwo szukamy okazji i możliwości do odrzucania tej wstrzemięźliwości w piątek. Sam wiem, jak to wygląda w moim życiu i zawsze z radością przyjmuję uroczystości, które przypadają w piątki, a które – w myśl nauczania Kościoła – zwalniają nas z tego wyrzeczenia. Pamiętam, że w seminarium chodziłem w te dni po kebaby dla siebie i kolegów, bo przecież kebab najlepiej smakuje w piątek. Kiedy jednak patrzymy na tych młodzieńców, to jakoś mi głupio, że w całym tym wyrzeczeniu myślę o okazji, nawet słusznej, do tego, żeby móc sobie pozwolić na kawałek mięsa. Kodeks Prawa Kanonicznego w punkcie 1251. mówi o tym, że wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych obowiązuje we wszystkie piątki całego roku, chyba że w danym dniu przypada jakaś uroczystość (dotyczy to osób po 14. roku życia – Kan. 1252). Kodeks daje możliwość Konferencji Episkopatu zamiany wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych na inną formę pokuty, z czego skorzystało wiele krajów zachodnich, ale myślę, że warto jako przykład podać Anglię, która w 2011 roku, po 27 latach, przywróciła praktykę tej właśnie wstrzemięźliwości, a co więcej – zaleca nawet wegetarianom wybranie sobie jakiegoś jedzenia, z którego zrezygnują w piątek.

MIŁOŚĆ
Ciągle pojawiają się wśród nas pytania, gdzie leży granica tego odmawiania sobie pokarmów mięsnych – czy jeden plasterek szynki to już grzech? Czy wolno jeść pasztet lub kaszankę? A w parówkach to podobno nie ma mięsa… Czy jak idę w gościnę, to mogę zjeść mięso? Powinniśmy zmienić nasz sposób myślenia. Chrześcijaństwo to nie jest religia zakazów i nakazów. Chrześcijaństwo to religia MIŁOŚCI! Tym powinniśmy się kierować. Jeżeli jest coś, co powinienem zrobić ze względu na Boga czy Kościół, to musi to wypływać z miłości, bo inaczej straci sens. Kiedy na miłość odpowiemy tylko nakazami i zakazami, to ją zadusimy. Miłość, żeby płonęła, musi być podsycana. Jezus umarł za nas na krzyżu w piątek. Jezus, nasz Bóg i Przyjaciel, tak nas kocha, że poświęca swoje życie! To jest największa miłość, jaka istnieje. Potrzebujemy tej świadomości i doświadczenia tej miłości, żeby móc to we właściwy sposób przeżyć. Jeśli mam problem z dotrzymywaniem wstrzemięźliwości od mięsa w piątek, to nie mogę się pytać dlaczego to jest takie trudne, czy nie można jakoś tego zamienić, ale trzeba zapytać, jak wygląda moja relacja z Jezusem – moja przyjaźń z Nim. Jeśli będę chętnie wkładał swoje serce w Eucharystię, w modlitwę, w lekturę Pisma Świętego, to staniemy się sobie tak bliscy, że naturalnie będę chciał odpowiedzieć na Jego miłość, która zaprowadziła Go na Golgotę. Kiedy tracimy kogoś bliskiego, nosimy żałobę – czasem nawet kilka lat, a kiedy ktoś, kto nas kocha najbardziej na świecie, oddaje za nas życie, to mamy problem, żeby odmówić sobie kawałka mięsa. Myślę, że musimy zatroszczyć się przede wszystkim o to, co nas łączy z Jezusem i kim On dla nas jest, a wtedy lepiej zrozumiemy, na co decydujemy się w każdy piątek.


Wybieram Filet-O-Fish
Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2043. mówi, że post i wstrzemięźliwość od mięsa mają nas usposobić do zdobycia panowania nad popędami i do wolności serca. Brzmi to może wzniośle, ale jak nad tym pomyślimy, to jest to bardzo proste. Jeśli nie potrafię zrezygnować ze wspomnianych już parówek na śniadanie i schabowego na obiad, to czy jestem wolnym człowiekiem? Czy potrafię panować nad sobą, skoro pragnienie mięsa jest silniejsze od mojej wolnej woli? Okazuje się, że piątkowa wstrzemięźliwość jest dla nas doskonałym ćwiczeniem duchowym i dobrą okazją do kształtowania naszego charakteru. Na ile dzisiaj jestem silny? Czy potrafiłbym stanąć obok siódemki młodzieńców? Kto jest Panem mojego życia? Kim dla mnie jest Jezus? #wybieramFilet-O-Fish

ks. Marek Fenisz