„Czystość” mowy

Odkąd byłam małą dziewczynką, zbieraliśmy się rodziną raz w tygodniu na dłuższą niż na co dzień modlitwę przy zapalonej świecy. To był też czas wspólnej nauki wersetów z Pisma Świętego. Powtarzaliśmy dotychczasowe i uczyliśmy się nowych.

Jednym z takich fragmentów, który pamiętam dosłownie od zawsze, jest List do Efezjan 4,29: Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym.

Czas wspólnych modlitw był także poświęcony codziennemu rachunkowi sumienia każdego z nas. Mieliśmy specjalne tabelki, w których sami się ocenialiśmy – nastawienie do rodzeństwa, wypełnianie codziennych obowiązków domowych czy regularne mycie zębów (tak, kiedy byłam mała, trzeba mnie było do tego gonić – dziś, jak nie mam możliwości ich umyć, jest to dyskomfort J).

Kiedy rozważaliśmy naszą wzajemną miłość do siebie nawzajem jako rodzeństwa, bardzo kluczowe było ocenienie tego, jak się do siebie zwracaliśmy. Bardzo nam w tym pomagał wspomniany wyżej werset z Listu do Efezjan. Zastanawialiśmy się, czy nasze słowa były miłe, uprzejme, czy budowały i przynosiły dobro. Jeśli w tym zawiedliśmy, szczerze siebie nawzajem przepraszaliśmy.

Ta lekcja z lat dziecięcych była jedną z ważniejszych w moim życiu. Zrozumiałam, że słowa są ważne. W kolejnych latach, zgłębiając temat, uświadomiłam sobie, jak potężną moc naprawdę mają.

W dzisiejszym społeczeństwie używamy wielu słów – niestety, w dużej mierze jest to narzekanie, przeklinanie, plotkowanie, obmawianie…

Są dwa fragmenty Bożego słowa, które dosłownie stawiają mnie do pionu w temacie czystości mowy: Życie i śmierć są w mocy języka, [jak] kto go lubi [używać], tak i spożyje zeń owoc (Prz 18,21) oraz: A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu (Mt 12,36).

Salomon uświadamia nam, że to, co mówimy, jest albo błogosławieństwem, albo przekleństwem dla innej osoby czy dla nas samych. To, co mówię, albo utwierdza życie, albo prowadzi ku śmierci. Nie ma trzeciej opcji. Potwierdzają to nawet naukowcy swoimi najnowszymi badaniami, które wykazują, że pozytywne słowa powodują odnawianie się mózgu, a negatywne go niszczą, dosłownie zmieniając kod DNA naszych komórek nerwowych (zgłębiałam ten temat ostatnio w bardzo ciekawej książce dr Caroline Leaf „Włącz swój mózg”).

Co więcej, jak mówi sam Jezus w zacytowanym fragmencie Ewangelii Mateusza, z każdego wypowiedzianego słowa będziemy musieli się wytłumaczyć. I najbardziej będą ciążyć na nas te bezużyteczne. Jestem przekonana, że, podobnie jak ja, nie chciałbyś się nigdy musieć wstydzić przed obliczem samego Jezusa za wypowiedziane bezmyślnie (a tym bardziej z premedytacją) negatywne słowa.

Święty Paweł dodaje bardzo konkretne wskazówki co do mowy: O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie (Ef 5,3-4).

Przykre jest to, że bardzo wiele żartów czy kabaretów opiera się dziś na śmianiu się z rzeczy nieprzyzwoitych. Ciężko pojąć, czemu ludzi śmieszy temat rozwodów, zdrad czy alkoholizmu. Uwielbiam się śmiać. Pan Bóg wymyślił radość. Ale wspomniane żarty zupełnie mnie nie bawią. Nie mówiąc o tym, że są tak jawnie sprzeczne z Bożymi standardami.

Plotkowanie także nam nie przystoi. Choć sama po sobie widzę, że czystość w tym temacie jest mi trudniej zachować. Walczę z tym jednak i staram się nie uczestniczyć w obmawianiu innych ludzi.

Jednym z największych wyzwań jest dla nas wszystkich pokusa narzekania. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że nie powinniśmy nigdy narzekać, nawet na pogodę. I choć w trudnych momentach nie przychodzi to łatwo, wybieram drogę doskonalenia się w tym temacie. Decyduję się być wdzięczną, zamiast narzekać.

W związku z tym, że języka używamy codziennie, i to bardzo dużo, jest naprawdę wielkim wyzwaniem go okiełznać. Potwierdza to św. Jakub w swoim liście: Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jak odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym członkiem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. (…) Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi! Czyż z tej samej szczeliny źródła wytryska woda słodka i gorzka? (Jk 3,4-5;9-11).

Skoro Biblia mówi, że tak być nie może, potrzebujemy świadomie zacząć nad tym pracować!

Zacznijmy od dokładnego przestudiowania wszystkich fragmentów Bożego słowa, które mówią o posługiwaniu się językiem. Zachęcam cię do wypisania ich i wywieszenia w domu, by były codziennym przypomnieniem.

Nie poprzestań tylko na tym, ale naucz się kilku z nich na pamięć. Świadomie spraw, by stały się częścią ciebie.

Zrób rachunek sumienia swojej dotychczasowej mowy. Czy opowiadałeś nieprzyzwoite żarty lub śmiałeś się z nich? Czy przeklinałeś? Czy plotkowałeś? Przeproś Boga detalicznie za te wszystkie grzechy, a cały proces przypieczętuj sakramentalną spowiedzią. A potem konsekwentnie wdrażaj podjęte postanowienie poprawy!

Módl się regularnie o Bożą pomoc w oczyszczeniu twej mowy. Tylko Jego mocą jesteś w stanie okiełznać tę dziedzinę życia.

Zacznij praktycznie działać w temacie oczyszczania języka. Zanim coś powiesz, zastanów się, czy to będzie miłe, błogosławiące i użyteczne. Wyrabiaj także nowe nawyki. Nie śmiej się z nieprzyzwoitych żartów, kieruj rozmowę na inny temat, gdy zaczyna się plotkowanie itd.

Poproś także kogoś bliskiego, zaufanego, by, gdy zauważy, że coś jest nie tak, zwracał ci uwagę. To naprawdę może pomóc.

Miejmy odwagę, w tym momentami szalonym świecie, iść pod prąd złym trendom mowy. Wybierajmy nasze słowa z uwagą, a tym samym przynośmy codziennie sobie i innym życie, ale przede wszystkim chwałę Bogu!

Jak praktycznie dbać o czystość mowy:

  1. Wypisz fragmenty z Pisma Świętego mówiące o tym, jak ważna jest czystość mowy i wywieś je w widocznym miejscu.
  2. Naucz się na pamięć kilku z tych wersetów.
  3. Przeproś Boga detalicznie za dotychczasowe grzechy języka i wyspowiadaj się.
  4. Módl się o Bożą pomoc w oczyszczeniu twojej mowy.
  5. Pomyśl dwa razy, zanim coś powiesz. To może być zbawcze dla ciebie i otoczenia 🙂
  6. Wyrabiaj nowe nawyki – nie śmiej się z nieprzyzwoitcyh żartów, kieruj rozmowy na inne tematy, gdy zaczyna się plotkowanie itd.
  7. Poproś bliską, zaufaną osobę, by zwracała ci uwagę, gdy zauważy, że twoja mowa nie buduje.

Magdalena Wołochowicz